Z OKAZJI ROZPOCZĘCIA WIELKIEGO POSTU

Z okazji Wielkiego Postu zrodziło się we mnie pragnienie, aby podzielić się świadectwem oraz owocami pewnego zdarzenia, które miało miejsce 2 lata temu.

Miałam przyjemność przez ok. 2 lat  być wolontariuszką w hospicjum Bonifratrów we Wrocławiu. Koordynator, Michał jest znany z odważnych pomysłów, które pomagają pacjentom przeżyć optymalnie ich ostatnie dni.

Któregoś dnia, kiedy byłam na oddziale, poprosił mnie na rozmowę.  Opowiedział o pewnej pani, która leży u nich i która często opowiada o swoim mężu. Mąż ten był profesorem na Uniwersytecie Wrocławskim, przy ulicy Szewskiej. Pani ta, często wspominała, że jak przechodziła obok jego uczelni, wstępowała tam i wchodziła po to by pooglądać jego wizerunek na obrazie. Tęskniła za nim.

Michał zwrócił się do mnie z prośbą, bym tam poszła i sobie ten obraz pożyczyła dla tej pani, w celu pooglądania go w ostatnich dniach/tygodniach życia. Zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia, bo prośba wydawała mi się absurdalna. Upewniłam się- to mam iść na tę uczelnie jako osoba z ulicy, wejść i poprosić o pożyczenie wielkiego obrazu ?? Michał: Tak, Ty to potrafisz! Wejdź z mocą!

Zgodziłam się, ale nadal nie byłam pewna czy w ogóle zrealizuje ten plan. Wymyśliłam coś innego. Wejdę, cichaczem zrobię zdjęcie najlepszym aparatem cyfrowym pożyczonym od koleżanki, wyjdę i wydrukuję wizerunek męża tej pani.

Następnego dnia a była to środa popielcowa, podążyłam z misją skrytego sfotografowania obrazu. Weszłam, oglądam ściany i nic…żadnych wizerunków profesorów nie zauważyłam. Zrezygnowana, poddałam się i postanowiłam się ujawnić. Zapukałam do pierwszego lepszego gabinetu, gdzie siedział starszy pan. Przedstawiłam się i oznajmiłam, że mam nietypową sprawę. Pan ten, jak okazało się, pan  profesor (były student męża tej pani w hospicjum), uznał mnie za studentkę-: „ nietypowa sprawa…hmm…” Więc szybko przedstawiłam cel mojej wizyty. Tu nastąpiło wielkie ożywienie i radość. Miałam wrażenie, że wróciły do tego pana nagle wspomnienia. Zaprowadził mnie do zamkniętej sali, gdzie były portrety wykładowców, zdjął interesujący mnie obraz i pozwolił zrobić zdjęcia. Nagle wpadł na pomysł, żeby przeskanować obraz, następnie wydrukować. Zaczął się pytać o panią profesorową, jak się czuje itd. Okazało się, że wszyscy dobrze ją znają i martwili się o nią, gdy przestała otwierać drzwi od mieszkania. Zaprowadził mnie do innego pokoju, tam poznałam kolejną studentkę zmarłego profesora, która zrobiła mi herbatę i ugościła na ile pozwalały jej warunki pracy. W tym czasie pan zeskanował i wydrukował obraz w formacie A3 w dwóch egzemplarzach, bo nie był pewien czy pierwszy wyszedł wystarczająco dobrze. Gdy piłam herbatę, zrobiło się głośno o moim przybyciu. Co chwilę wchodził nowy, „były student” (aktualnie profesor) i wypytywał się o żonę swego profesora. Gdy otrzymałam portrety, pięknie zapakowane oraz kartkę z podpisami „byłych studentów” pojechałam do hospicjum. Wcześniej jeszcze wymieniłam się numerem telefonu, z panią która zrobiła mi herbatę, w celu przekazaniu informacji o stanie zdrowia  żony profesora, jak już dotrę na Poświęcką. Gdy dojechałam do hospicjum, wielka radość nie miała granic dla tej pani, gdy ujrzała podobiznę swego zmarłego męża. A byli studenci jej męża, jak się dowiedziałam, odwiedzali ją jeszcze nieraz, przynosili kwiaty i prezenty.

Świadectwo, to jest po to, aby wzbudzić odwagę do uczynków miłosierdzia, w momencie gdy wydaje nam się, że coś jest niewyobrażalne, a tak naprawdę w rezultacie jest owocne. Odwagi. Nigdy nie wiadomo ile dobra może wypłynąć, gdy uczynimy drobny gest. Absurdalne pomysły w naszych oczach, są możliwe do realizacji dzięki talentom jakimi obdarował nas Bóg. Bo On daje nie na darmo, wszystko jest celowe. Wszystko ma sens.

Kategorie / tagi

Poprzedni i następny

Po tygodniowych rekolekcjach

Święta już za nami, a przed nami Nowy Rok

Podobne wpisy