W jakich warunkach najłatwiej jest wsłuchać się w siebie?

W jakich warunkach najłatwiej jest wsłuchać się w siebie? Odpocząć, złapać oddech i poszukać czy coś nie zostało zatracone w ciągłym pędzie? Wydaje mi się, że najłatwiej
w samotności, z dala od codziennego zgiełku.

W ten klimat idealnie wpasował się mój ostatni wyjazd, spakowałem do plecaka: namiot, śpiwór, inny ekwipunek potrzebny do samotnych pieszych wycieczek, małoformatowe wydanie Pisma Świętego i wyruszyłem. Po dwóch dniach jestem na zachodnim wybrzeżu Chorwacji. Cel: przemieścić się dostępnymi rożnymi środkami lokomocji, wzdłuż wybrzeża na wschód, poświecić czas na medytację, modlitwę i lekturę Słowa. Przedsezonowe pustki działają kojąco, kilometry wybrzeża, malutkie wysepki w zasięgu wzroku, niewielu turystów. Pogoda sprzyja 25-27 stopni, słonecznie. Wystarczająco ciepło aby spać w namiocie (a czasem, dla urozmaicenia i pod gołym niebem), ale jeszcze nie skwar uniemożliwiający wielokilometrowe marsze z obciążeniem.

Jest siódmy dzień wojaży, przeszedłem blisko 20 km. Dzikie wybrzeże, na którym ciężko uświadczyć żywego ducha, ustąpiło miejsca małym miejscowościom turystycznym. Gęsty las został zastąpiony domkami letniskowym i restauracjami, post wulkaniczne skały na których łatwo o kontuzję stawu skokowego zadbanym chodnikom i turystom wylegującym się na leżakach. Głowa zajęta myśleniem gdzie spędzę noc, czy znajdę miejsce gdzie mógłbym rozbić namiot? A może poszukać bardziej cywilizowanego noclegu? Wtedy przychodzi przynaglenie, aby usiąść i wyjąć Pismo, na tyle wyraźnie, że nie można go było zignorować. Siadam i czytam zaczynając od fragmentu, na którym poprzednio zakończyłem. Jednak troska o znalezienie noclegu nie znika, podobnie przynaglenie, aby czytać. Otwieram więc losowy fragment i po jego lekturze jestem już przekonany, że mam się nie martwić o to gdzie spędzę noc, a zając się ważniejszymi sprawami.

Pozostałą cześć dnia poświęcam na medytację i lekturę, a kiedy do zachodu słońca pozostało już niewiele czasu, zakładam plecak, po kilkudziesięciu metrach z zza zakrętu wyłania się niewidoczny wcześniej las, nie za duży, ale względnie blisko ludzkich zabudowań i z ukrytą polaną która idealnie posłużyła do rozbicia namiotu.

Dwa tygodnie spędzone w podróży, przychodzi czas refleksji i podsumowania. Czy wykorzystałem dobrze ten czas? Może powinienem był więcej czytać, dłużej postawać w jednym miejscu i mniej się przemieszczać? Być może. Mam za to jasność jak ważny jest drugi człowiek. Po wyciszeniu się, przychodzi potrzeba kontaktu. Odczułem do szczególnie w momentach gorszego samopoczucia, kiedy pogoda się psuła i zaczynało padać, kiedy obciążone kolana dawały znać, że jednak nie są z tytanu i przychodziło zwątpienie w sens eskapady, wtedy pojawiał się przypadkowy przechodzień i pełnym pokoju uśmiechu uzmysławiał jak wiele przyjemności może dać zjedzenie pomarańczy, czy po prostu delektowanie się przyrodą.

Michał

Kategorie / tagi

Poprzedni i następny

Pan jest moim pasterzem – Rumunia, góry Fogaraskie

Refleksje praktyczne

Podobne wpisy