Święta już za nami, a przed nami Nowy Rok

Święta już za nami, a przed nami Nowy Rok. Czas leci szybko a pamięć coraz bardziej zawodna (moja oczywiście;), więc coby mi nic nie umknęło chcę się z Wami podzielić tym, co w ostatnim czasie przeżyłam.

„Świąteczne cuda” (a może powinno być bez cudzysłowu?) zaczęły się tak naprawdę wydarzać już w Adwencie. Od jakiegoś czasu mocno  tęskniłam za takim szczególnym odczuciem obecności Pana Jezusa i prosiłam go o szczególne dotknięcie i pocieszenie. Jak zawsze Jezus nie dał na siebie długo czekać, ale przyszedł  w sposób najprostszy z możliwych a jednocześnie taki, jakiego się nie spodziewałam.

Otóż w tym roku mam tak ułożony plan, że idąc do pracy mogę rano być na Eucharystii. B. sobie ten czas cenię i zawsze odbieram to jako naładowanie akumulatorów na cały dzień, zwłaszcza w spotkaniu ze Słowem Bożym. Tym razem Pan Jezus zrobił mi jeszcze inną niespodziankę. Pewnego adwentowego poranka doświadczyłam Go wręcz namacalnie przyjmując Komunię Św. Pomyślałam, że to jest cudowna w swojej prostocie odpowiedź na moją modlitwę, bo już nie będę się musiała obawiać, że to doświadczenie zagubię. Jezus przecież za każdym razem jeśli tylko zdecyduję się Go przyjąć będzie ten sam i obojętnie czy doświadczę Jego obecności tak mocno jak wówczas, czy nie. Jestem Panu ogromnie wdzięczna za to przypomnienie.
Przechodząc do Świąt…

Otóż na Wigilię zaprosiłam do nas starszą córkę, która jakiś czas temu odeszła od Kościoła. Udało mi się Weronikę dwukrotnie namówić, żeby wybrała się z nami na Mszę św. i zarówno tam jak podczas modlitwy przy stole wigilijnym, czy czytaniu Pisma Św z wielką radością obserwowałam jej otwartość na „sprawy Boże”. Jestem pewna, (bo oto cały czas się modlę), że przyjdzie dzień kiedy moje dziecko wróci do swojego Niebiańskiego Ojca.

W czasie świątecznej Eucharystii nie dawała mi też spokoju sprawa nie złożonych życzeń bratu. Mamy niełatwą relację , brat jest osobą niewierzącą, ale od śmierci ojca próbujemy ją na nowo jakby ułożyć. Tłumaczyłam sobie to tak: Paweł jest ode mnie młodszy, jest przecież facetem , to on w końcu narozrabiał, więc teraz powinien pierwszy wyciągnąć rękę. Kobieca duma nie pozwalała mi pierwszej odezwać się z życzeniami. I gdy się tak skarżyłam P. Bogu, że nie wiem co  z tym fantem zrobić usłyszałam od razu b. mocne słowa: ” spodziewasz się, że niewierzący brat złoży Ci świąteczne życzenia??To ty powinnaś pierwsza do niego zadzwonić.”
To było mocne i zarazem proste Przekaz dotarł do mnie b. wyraźnie. Wyszłam z kościoła i sięgnęłam zaraz za telefon. Brat nie odebrał od razu, ale b. ciepło odpowiedział mi na wysłanego już z drogi do Lubina sms-a.

W Lubinie właśnie, gdzie u rodziny męża spędziliśmy pozostałe dwa dni Świąt zdarzył się kolejny „mały” cud. Otóż kiedy tam świątecznie przyjeżdżamy zawsze jest tak, że po śniadaniu państwo Rybscy ( czyli my) idą do K-ła a pozostała część rodzinki: siostry z rodzinami biesiadują nadal przy stole. Tym razem poczułam jednak wyraźną potrzebę, żeby ich zaprosić, by razem z nami poszli na Mszę. Usłyszałam oczywiście „kiedy indziej” , ale potem po południu była okazja powrócić do tematu i wywiązała się między mną i szwagrem i jego żoną fajna rozmowa na temat wiary i jej znaczenia w życiu człowieka. Opowiedziałam im o swoim doświadczeniu pokonywania wspólnie z tatą w ostatnim roku jego życia kolejnych kroków w na drodze jego niewiary.
Patrząc na te wydarzenia już z pewnej perspektywy widzę ogromnie działanie Bożej Opatrzności i wiem, ze jeśli dam Panu Bogu swoje przyzwolenie on z chęcią się nami posłuży w ratowaniu drugiego człowieka… i zawsze znajdzie drogę nawet do serca najbardziej zatwardziałego ateisty.
Nieraz Jezusowi „tłumaczę”, że nie potrafię nawracać ludzi, nie potrafię  błyszczeć „mądrością słowa”, ale wtedy wyraźnie słyszę, że jemu wystarczy, że rzucę ziarno- zrobię malutki kroczek, a On się resztą zajmie i zbierze plon we właściwym czasie.
Jestem za każdy razem ogromnie wzruszona, że Wszechmogący Bóg chce posługiwać się grzesznym człowiekiem, że liczy na mnie, na moją chociażby „otwartość”i zaprasza mnie do tak wielkiego dzieła jakim jest szukanie i ratowanie każdego oddalonego od niego brata, czy siostry.
Panie Jezu dziękuję Ci, że wlewasz w moje serce takie pragnienie. I wiem, że mimo całej swojej „biedy” i słabości z Tobą mogę wszystko. Amen.
Agnieszka

Kategorie / tagi

Poprzedni i następny

Z OKAZJI ROZPOCZĘCIA WIELKIEGO POSTU

Czy Anioły istnieją i czy mają wpływ na nasze życie?

Podobne wpisy