Marcin

Jak moment przyjęcia Jezusa  jako osobistego Pana i Zbawiciela zmienia moje życie.

Po moim nawróceniu próbowałem jak najwięcej dowiedzieć się na temat Boga, Jezusa, Ducha Świętego. Czytałem Biblię, książki, oglądałem filmy, słuchałem konferencji… Prawdziwy mcDonalds religijny, ale chciałem zrozumieć istotę Boga, ogarnąć to intelektem. Przyznam, że trochę po to, aby może spróbować tym manipulować, może jakoś pokierować. Efekt, jaki to spowodowało – raczej większe zagubienie, trochę rozczarowania, trochę wątpliwości… Przestraszyłem się tego, ile będę musiał poświęcić czasu, aby to wszystko przeczytać, przetrawić, zrozumieć – zanim poczuję jakąś relację z Bogiem, zanim w 100% uwierzę – a tak naprawdę przekonam swój umysł. Na szczęście Jezus wie co robi i w międzyczasie zaangażowałem się w działalność wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, co pociągnęło za sobą m.in. uczestnictwo w kursie Nowe Życie. Tam postanowiłem wziąć udział w modlitwie wstawienniczej…

…i podszedłem, trochę zgarbiony, trochę zagubiony – z mocno bijącym sercem – do dwóch rosłych facetów z męską intencją modlitwy o męstwo i mądrość. Dwie silne dłonie wylądowały na moich ramionach i padło pytanie: Marcinie, czy przyjmujesz Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela? No i stało się… Poczułem to – TAK, właśnie tego chcę. Podjąłem decyzję i głośno powiedziałem: Tak, przyjmuję Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela. W trakcie modlitwy czułem jak coraz bardziej się prostuję…

…stoję coraz mocniej na nogach i czuję się jak rycerz, który dostał zbroję, tarczę i miecz. Po modlitwie podczas rozmowy jeden z mężczyzn, który się za mnie modlił powiedział, że w trakcie modlitwy widział mnie jadącego na koniu w zbroi 😉
Kurs się skończył późnym popołudniem, ja wróciłem do domu… i od następnego dnia…

…życie zaczęło nabierać kolorów. Ze zwiększoną uwagą zacząłem przyglądać się temu co się wokół mnie dzieje, w końcu zacząłem nie tylko wierzyć w Jezusa, ale także wierzyć Jezusowi. Bardziej angażuję się w działalność ewangelizacyjną, ale największe zmiany zaczęły się nie tam, gdzie mógłbym tego oczekiwać – tylko tam, gdzie wydawało mi się, że wszystko jest w miarę poukładane…

…w mojej rodzinie. Okazało się, że mogę mieć więcej czasu dla rodziny – paradoksalnie poświęcając go często nawet mniej – ale z większym zaangażowaniem i lepszymi owocami. Moje relacje zaczęły się zmieniać na duży plus (chociaż przez lata wydawały się dobre). Żona w pewnym momencie powiedziała mi, że czuje, że ją słucham – tak jak kiedyś, na początku naszego związku. Dziwne, bo przecież zawsze Cię słuchałem – odpowiedziałem. Na to moja żona – Tak, ale teraz czuję, że mnie słyszysz. Moja córka przychodzi do mnie, do pracowni, siada obok i zadaje coraz więcej pytań, opowiada zupełnie spontanicznie o tym, co się u niej dzieje. Wcześniej po prostu odpowiadała na moje pytania przy stole czy w samochodzie jak ciągnąłem ją za język… W ciągu 3 miesięcy zaczęły rozwiązywać się problemy, z którymi nie radziliśmy sobie od 5-6 lat – m.in. problemy zdrowotne. Nagle na naszej drodze pojawili się odpowiednio nastawieni lekarze z zupełnie innym podejściem od poprzedników. Ich diagnozy i kuracje planowane na 2-3 miesiące realizują się po 2-3 tygodniach. Nasze problemy zaczęły przekształcać się w zadania do wykonania. Czy to znaczy, że teraz wszystko idzie gładko i bez mojego udziału? Nie, zupełnie nie. Mój udział stał się owocniejszy i skuteczniejszy, ale dzięki temu, że mam do kogo iść po…

…radę. Swoje problemy “zrzucam” na Jezusa. Mówię mu co mi teraz najbardziej potrzeba, co mnie blokuje, co mi przeszkadza – zwykle klękając na jednym kolanie przed obrazem “Jezu Ufam Tobie”, prosząc o pomoc… I gdy w głowie pojawiają się różne pomysły na rozwiązanie to spoglądam na obraz…

…i gdy podejmuję właściwą decyzję, gdy wybieram to rozwiązanie – mam wrażenie, że obraz nabiera żywszych kolorów. Zabieram się za realizację, starając się tak, jakby wszystko zależało ode mnie ufając i modląc się do Jezusa.

Zachęcam do podjęcia męskiej decyzji i wypełnienia pustki w sercu – Jezusem – oddając się mu przez przyjęcie go jako swojego Pana i Zbawiciela. Zastanów się i przyjmij to co powiedział Jezus: Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia (J8,12)

Wierzę Ci Panie i dziękuję Ci Panie!

Marcin

Kategorie / tagi

Poprzedni i następny

Tomek

Elżbieta

Podobne wpisy