Agnieszka

Przyszłam na świat w katolickiej, praktykującej rodzinie. Od najmłodszych lat byłam wychowywana w wierze. Mając już kilka lat znałam pacierz. Lubiłam wspólne modlitwy wieczorne. Nie mogłam także doczekać się swojej Pierwszej Komunii Świętej, a religia stała się moim ulubionym przedmiotem szkolnym. Do bierzmowania przystąpiłam także z radością, jednak później w moje życie wkroczył grzech i zaczął mnie oddalać od Boga. W niedzielnej Mszy Świętej uczestniczyłam tylko dlatego, aby nie robić przykrości rodzicom.

Kiedy przyjechałam na studia do Wrocławia oddaliłam się od Kościoła jeszcze bardziej. Rodzice nie mieli już wpływu na mnie i na moją wiarę, dlatego też, nie czując wewnętrznej potrzeby, zaprzestałam modlitw oraz uczestnictwa we Mszy Świętej. Moim życiem zaczął rządzić grzech, nieczystość. Korzystałam z życia doczesnego, nie myśląc o życiu duchowym. W tym czasie zapomniałam o istnieniu Boga, a zaczęłam interesować się magią, OOBE, świadomymi snami. Bardzo podobało mi się tworzenie własnej rzeczywistości w snach, byłam w nich „jak bóg”. Od kiedy tylko sięgam pamięcią bardzo częstym powtarzającym się motywem sennym były cmentarze oraz Kościoły przycmentarne – były to moje koszmary senne. Od 2008 roku zaczęłam mieć sny o wizjach końca czasów oraz sny prorocze. Jeden z nich najbardziej utkwił mi w pamięci, gdyż dotyczył on mojej koleżanki z rodzinnej miejscowości, która zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. W śnie widziałam miejsce, w którym spoczywało ciało – to był las. Od momentu obudzenia wiedziałam, że koleżanka nie żyje. Za około 3 miesiące odnaleziono ciało… w lesie pod Wrocławiem. Jedyną osobą, której powiedziałam o tym śnie zaraz po przebudzeniu była moja mama.

Następnie zaczęły się ataki Złego w nocy. Coś paraliżowało mnie, nie mogłam wydać z siebie żadnego dźwięku ani nie mogłam się ruszyć. W pokoju robiło się chłodniej niż normalnie. Czułam ogromny nacisk na serce, nikogo ani niczego nie widziałam. To „coś” walczyło ze mną, próbowało się dostać do mojego serca. Po jakimś czasie atak ustawał i odzyskiwałam możliwość poruszania. Bałam się co noc zasypiać ze względu na te ataki. Pewnego razu, jak tylko zaczęła się nocna walka zaczęłam się modlić, atak po chwili ustał. Po tym fakcie zaczęłam sypiać z krzyżem na szafce nocnej. Innym razem podczas nocnej wizyty Złego zaczęłam słyszeć głosy w języku niezrozumiałym dla mnie. Zaraz po tym zaczął się najpoważniejszy atak ze wszystkich. Zostałam rzucona o ścianę przy łóżku, upadłam, nacisk na klatkę piersiową był coraz mocniejszy. Miałam już myśli, że tym razem przegram walkę. Zaczęłam się modlić, krzyż spadł nagle na podłogę a atak ustał. Byłam cała w siniakach następnego dnia.

Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo oddaliłam się od Boga. Nie dostrzegałam działania Boga w moim codziennym życiu, lecz On otaczał mnie swoją miłością. Któregoś lata wybrałam się na Pergolę we Wrocławiu. Słońce chyliło się ku zachodowi. Usiadłam na ławce obok starszego mężczyzny. Rozmawialiśmy z kilkadziesiąt minut, miałam wrażenie, że tego człowieka znam od lat. Zapytał mnie, czy wierzę w Boga – odpowiedziałam, że tak. Zaraz po tym wyruszyłam w drogę powrotną do domu – czułam ogromną radość, euforię. Myślę, że zaznałam uczucia, które towarzyszy duszom w Niebie. Był to stan, którego nie da się opisać słowami – spokój połączony z radością, jakby upojenie miłością.

Nie umiałam jednak docenić łaski Bożej, która na mnie spłynęła, moje życie nie zmieniło się. Dalej unikałam Kościoła, nie modliłam się, popełniałam dalej te same grzechy. Doszło do tego, że wyparłam się Boga, zaczęłam omijać Kościół, czułam lęk przed wszystkim co Święte. Na prośby rodziców o pójście na Mszę Świętą, reagowałam agresją i złością. Coraz bardziej, mimo wielu uciech cielesnych, odczuwałam pustkę i samotność, mimo że byłam otoczona znajomymi.

Moja przygoda z Odnową rozpoczęła się wraz z pierwszym dniem Seminarium Odnowy Wiary – 10 marca 2015. Podczas Seminarium poznałam wielu pozytywnych ludzi, którzy otwarcie mówili o swojej wierze i o tym jak Jezus działa w ich życiu. Z tygodnia na tydzień ja sama również otwierałam się na działanie Boga, zaczęłam dostrzegać Jego moc w moim codziennym życiu oraz Jego niepojętą miłość. Otwierałam się na Boga i na ludzi, zaczęłam otwarcie mówić o tym co myślę i czuję, a moje życie nabierało sensu. Podczas Seminarium miałam okazję poprosić Ojca Smołkę o modlitwę uwalniającą od ataków nocnych oraz koszmarów sennych. Od tego czasu nie boję się zasypiać, a noc nie jest już mi straszna.

Prawdziwym przełomem w moim życiu duchowym stał się dzień 28 kwietnia – wtedy to miałam Chrzest w Duchu Świętym z rąk Ojca Smołki. Od tego dnia furtka w moim sercu otworzyła się na miłość Boga. Moją pustkę wypełnił Bóg. Podczas Seminarium zdałam sobie sprawę po co jest spowiedź i jak ogromnym błogosławieństwem jest dla nas – grzesznych ludzi. To dzięki spowiedzi mamy możliwość wyznać nasze grzechy ze skruchą i powrócić na dobrą drogę. Uświadomiłam sobie jak wielką miłością nas Bóg obdarza. Podczas modlitwy wstawienniczej modliłam się o dar proroctwa. Tydzień po zakończeniu Seminarium przez dwa dni widziałam twarz Jezusa na ścianach, na trawie, na płytkach. Następnie śniła mi się dwukrotnie Maryja. W pierwszym śnie była ubrana na biało, światło od niej emanowało. Wręczyła mi różaniec. Zaraz po tym się obudziłam i modliłam się do rana. W drugim śnie Maryja była ubrana w szatę z jasnobłękitnego materiału, a po jej policzkach spływały łzy. Łzy Maryi wyglądały jak kryształki mieniące. Byłam i jestem bardzo poruszona jak wiele łask mnie spotkało. Dziękuję za to Bogu oraz całej rodzinie za modlitwę o moje nawrócenie przez te wszystkie lata.

Chwała Panu!

Kategorie / tagi

Poprzedni i następny

Elżbieta

Przetrwaliśmy z Jezusem

Podobne wpisy